TRANSLATE

Citizen Of The World

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Travel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Travel. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 sierpnia 2016

Jamajka. Rozdział 4: "Glistening Waters Luminous Lagoon - To było jak zabawa radioaktywną farbą."


Oglądając zjawisko bioluminescencji zostałem oczarowany i jednocześnie zdałem sobie sprawę, że jest to niepowtarzalne i rzadkie... 

Późny wieczór, wokół tysiące komarów i cisza. Nic nie zapowiadało bajki w której miałem się znaleźć... Wsiedliśmy na łódkę. Nie płynęliśmy długo - może jakieś dwadzieścia minut... Na kadłubie statku stał "Bob Marley" śpiewając o tym, o czym mu w duszy grało. Było melancholijnie, ciepło i nawet obecność komarów jakby się rozproszyła. Płynąc zacząłem dostrzegać coś czego się absolutnie nie spodziewałem. Woda wokół płynącej łodzi mieniła się fluorescencyjnym błękitem. Było to coś niezwykłego, wręcz onieśmielającego. 


Jak wielkim było zaskoczeniem, gdy Jamajczyk pozwolił nam wszystkim wskoczyć do wody. Wokół naszych ciał zrobiło się turkusowo. Woda przy każdym poruszeniu się zaskakiwała pięknym szmaragdowym blaskiem. Wokół tylko księżyc i gwiazdy. I to poczucie wyjątkowości, bowiem zjawisko to występuje tylko w trzech miejscach na ziemi, oddalonych od siebie o tysiące kilometrów... 
Po powrocie na łódź na chwilę zniknęliśmy w całkowitych ciemnościach by naszym oczom ukazały się smugi błękitu... Były to ryby przepływające wokół nas. To było jedno z najbardziej magicznych miejsc jakie miałem okazje oglądać w swoim życiu. Będąc na Jamajce absolutnie trzeba to zobaczyć na własne oczy! To było jak zabawa radioaktywną farbą.




środa, 4 maja 2016

Babuszka z jabłkami i wódką...


Carskie sioło. Podczas, gdy moja grupa z wypiekami na twarzy biega po carskim parku 
w poszukiwaniu najlepszego miejsca, by uwiecznić swój pobyt w tym magicznym miejscu ja pozwalam sobie na chwilę rozmyślań...


Usiadłem na ławce rozkoszując się ciszą. Odkąd Rosjanie zajęli Krym - turystów tu jak na lekarstwo. Nasi rodacy bombardowani informacjami w polskiej telewizji o toczących się działaniach wojennych omijają rosyjską ziemię. Zresztą nie tylko Polacy - nie widać tu turystów z zachodu, a jeśli są to jest ich garstka. 


Z drugiej strony to chyba najlepszy czas by w spokoju zwiedzić Rosję. Nie ma potężnych kolejek - tak częstych i nieuniknionych dotychczas. Nikt nie kłóci się o miejsce w kolejce pod Ermitażem, nawet Muzeum Wódki świeci pustkami. Dla nas turystów to raj. Wszędzie zrobiło się kameralnie.

Dla Rosjan to prawdziwy dramat. Lokalni przewodnicy są załamani zaistniałą sytuacją. W prywatnych rozmowach błagalnym tonem pytają, kiedy Polacy znowu zaczną odwiedzać Rosję. Rozkładam ręce - naprawdę nie wiem... Po zamachach w Paryżu zorganizowane grupy z Polski omijały stolicę Francji zaledwie przez trzy miesiące. W Rosji trwa to już drugi rok... 


Irina przewodniczka po Petersburgu podczas zwiedzania Ermitażu przekonywała mnie, że Rosja jest najbezpieczniejszym krajem w Europie. Prosiła bym przekonywał swoich rodaków do tak samo częstych wizyt w Rosji jak to miało miejsce kiedyś. Próbowała mnie nawet przekonać, że my Polacy powinniśmy ich wspierać w czasie ich turystycznej zapaści. Słuchałem kiwając głową. Nie wchodziłem z Iriną w żadne polityczne dyskusje. Jestem pewien, że nie zrozumiałaby naszej obecnej postawy wobec Rosji. I mam wrażenie, że jeszcze długo masowego turysty w Federacji Rosyjskiej nie będzie. O przyczynach takiego stanu rzeczy nawet nie ma co pisać. Każdy Polak rozumie czemu omijamy ten kraj podczas naszych podróżniczych podbojów...

Nie wiem sam czy ta cisza jest budująca. Petersburg bez zachodnich wycieczek wydaje się wręcz nierealny... Nie słychać głośnych, międzynarodowych rozmów w rozsianych po mieście kawiarenkach. Siedząc na ławce w Carskim Siole szukam odpowiedzi na tyle pytań... 


- Kupi Pan ode mnie chociaż kilogram jabłek? 

Dotychczas w Carskim Siole turystów zaczepiali sprzedawcy widokówek, magnesów, matrioszek... 

- A w jakiej cenie ma Pani te jabłka? Pytam moim wyuczonym w szkole, aczkolwiek niedoskonałym rosyjskim.

- O zagraniczny turysta! Polak! Co łaska, za jabłuszka, co łaska...

Mając na uwadze sytuację naszych jabłek wiem, że nie powinienem, ale biorę kilka sztuk dając kobiecie wszystkie drobne jakie mam w kieszeni... 

Tam na "górze" się kłócą a zwykli ludzie tracą...



Z każdego czasu wolnego w Rosji moja grupa wraca coraz bardziej pijana... Gdy zapytałem skąd biorą wódkę przecież nie byliśmy w żadnym sklepie a przez bramki w Carskim Siole żadna butelka by nie przeszła - grupa odpowiedziała, że jakaś ruska babuszka chodziła po parku i poza jabłkami także wódkę na kieliszki sprzedawała... Nie tylko Polak potrafi! :)






piątek, 29 kwietnia 2016

Lubię Rosję, lubię Rosjan. Choć to dziś niemodne.



Jak zaplanować wyjazd do Rosji? Co wziąć? Czego nie brać? 
Najlepiej nic nie planować! Jechać w ciemno, słuchać sumienia i poznawać! 


Rosja to kraj kontrastów. Tutaj jest wszystko i nie ma nic. Rosja jest dla każdego turysty czystą kartą, chociaż dla Polaka to wspomnienie raczej smutne. By pokochać rosyjską ulicę - trzeba wyzbyć się uprzedzeń, dać Jej szansę - a ona odwdzięczy się bogactwem kolorów, pięknym językiem i życzliwymi ludźmi. O rosyjskich smakach tak bardzo podobnych do tych naszych, rodzimych - nawet nie wspominam...

Gdy pytam kogokolwiek z moich rodaków czy lubi Rosję - właściwie zawsze pada kategoryczne "Nie"! I jest to zawsze doskonała odpowiedź do ciekawej dyskusji. Dlaczego jej nie lubimy? Dlaczego czujemy do tego kraju tyle nienawiści? Na tak zadane pytanie zawsze odpowiedzi dotyczą polityki, wojen, powstań i uciemiężonej polskiej duszy. 



I prawie zawsze mam wrażenie, że Polacy nie tyle nie lubią Rosji - Polacy nienawidzą polityki. My i Rosjanie, ci zwykli Rosjanie - zawsze chętnie usiądziemy do kieliszka wódki, chętnie pośpiewamy a nawet w ferworze tych dyskusji zawsze chętnie i o dziwo zawsze miło powspominamy to co minione. My zwykli ludzie lubimy się - ale nigdy nie zaakceptujemy wzajemnej polityki. W kwestii polityki z Rosjanami nigdy nie będzie kompromisu. Niestety.

Przekraczając granicę warto uśmiechnąć się, czasem nawet dać celnikowi trochę grosza. Ja doskonale wiem, że to korupcja - od kilku ładnych lat piętnowana u nas i coraz częściej nieakceptowalna. W Rosji jednak mimo, że nadal jesteśmy w Europie - sytuacja wygląda zupełnie inaczej. A czasem naprawdę lepiej dać i uniknąć kilkugodzinnego stania 
w kolejce... 

I właściwie od łapówki zaczęła się moja ostatnia przygoda z Rosją. Łapówka niewielka - zaledwie piętnaście euro a pozwoliła nam przejechać granicę bezproblemowo, w iście ekspresowym tempie. Autokar z moimi turystami pokonał granicę w zaledwie dziesięć minut podczas, gdy grupa z zaprzyjaźnionego biura podróży czekała na wjazd do Rosji ponad trzy godziny. To wszystko mogłoby zabrzmieć jak zachęta do korupcji. Wybaczcie, zależało mi na czasie... Gdyby nie te piętnaście euro - moja grupa mogłaby zapomnieć 
o porannym zwiedzaniu Carskiego Sioła...

Oczywiście nie jest to zasada - nie wszyscy celnicy są nieuczciwi - czasem zdarzało mi się wjechać do Rosji także bez gratyfikacji finansowej :) 

Przekraczając granicę - wkraczacie do innego świata...



Zniszczona, kręta droga prowadząca do Petersburga... Mijają nas najdroższe marki samochodów - a także takie o których istnieniu właściwie zapomnieliśmy. Na parkingach stoją stare wołgi i marki, które dotychczas widywałem wyłącznie w Monako. W Moskwie mieszka 74 miliarderów - 3 razy więcej niż w Nowym Yorku. 

To jedyny kraj w którym bez problemu napijecie się wódki w McDonaldzie - oczywiście jeśli ją ze sobą przyniesiecie. To jedyny kraj gdzie sushi jest bardziej popularne niż w Japonii. I jest to przy okazji jeden z niewielu - kraj w którym koegzystuje ponad sto różnych narodowości. Kraj chaosu? Tylko pozornie :)

Wódki napijecie się dosłownie na każdym rogu. Sprzedawana jest w kioskach z prasą, w taksówkach, w warzywniaku - ale papierosa nie wolno wam zapalić nawet we własnym domu! Oczywiście z tym paleniem to tylko teoria - praktyka pokazuje coś zupełnie odmiennego :) I co najśmieszniejsze - w Rosji nadal trwa II Wojna Światowa! Oczywiście tylko formalnie - bowiem nadal nie został podpisany z Japonią traktat pokojowy kończący ten dotychczas najtragiczniejszy czas w dziejach świata.









piątek, 30 sierpnia 2013

Liechtenstein - Kunstmuseum

W żadnym muzeum na świecie nie zobaczyłem tak pokaźnego zbioru obrazów Malewicza - równocześnie żadne muzeum na świecie w którym byłem nie ma tak potwornej i ciężkiej bryły... Architekt chyba zapomniał, że muzeum zostanie zbudowane w malutkim i romantycznym Liechtensteinie a nie na Trafalgar Square w Londynie (choć i tam zapewne nie bardzo by pasowało). Muzeum szczerze polecam - ale wchodząc do środka zamknijcie oczy - architektura tego budynku może być bowiem ciężkostrawna a tu nawet Ulgix reklamowany przez Magdę G. może nie pomóc.









poniedziałek, 22 lipca 2013

Tak, oliwki są wieczne. Hiszpania 2013 - Lloret De Mar


„Drzewa oliwne są wieczne. Ale oliwki żyją krótko. Dojrzewają i psują się. Jednakże rodzą się rok po roku, regularnie, w nieskończoność. Każda z nich jest inna, ale ich łańcuch nie ma końca. Mają ten sam kształt, barwę, dojrzewają w tym samym słońcu i mają ten sam smak. Tak, oliwki są wieczne. Tak jak ludzie. To nieskończone następstwo życia i śmierci.” 
Zdjęcie wykonałem w Lloret de Mar w Hiszpanii. Nie ma nic bardziej prawdziwego niż poranny targ warzywny. Prawdziwość tego miejsca polega na tym, że ludzie których możemy obejrzeć są wyzbyci z tego całego turystycznego blichtru. W ogóle jeśli chcemy będąc gdziekolwiek na świecie zobaczyć prawdziwego mieszkańca ze wszystkimi jego zaletami i wadami - trzeba albo wstać wcześnie rano i iść na targ, albo wsiąść do jakiejkolwiek komunikacji miejskiej... Oto ludzie - sól tej ziemi.